Phnom Penh

Gdy zbliżaliśmy się do stolicy Kambodży, jeszcze z samolotu dało się poznać, że jest deszczowa pora roku.

Miasto od pierwszego wejrzenia, w drodze z lotniska do centrum, ukazało nam się jako brudne i bardzo biedne.

Poza tym - to zupełnie inny świat.

Nie ma tam sklepów, a cały handel odbywa się na targowiskach lub po prostu na ulicy.

Podobnie jest w przypadku usług.

Na ulicy można też zatankować - benzyna sprzedawana jest w butelkach po Fancie lub Pepsi.

Wybraliśmy się raz na wielkie i zadaszone targowisko. Stoiska z owocami sąsiadują tam z zakładami fryzjerskimi...

...a między ciuchami gotuje się.

Phnom Penh ma jedną reprezentacyjną ulicę - bulwar, który ciągnie się wzdłuż rzeki.

Od niej odchodzą mniejsze uliczki, na których jest kilka restauracji i hoteli, a wśród nich nasz.

W mieście zwiedziliśmy kilka świątyń buddyjskich.

Po raz pierwszy zetknęliśmy się z małpami, niemal oko w oko.

© Mateusz Molasy 2007

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE - KOPIOWANIE, DRUKOWANIE, ROZPOWSZECHNIANIE ZDJĘĆ BEZ ZGODY AUTORA JEST ZABRONIONE,
STANOWI NARUSZENIE PRAW AUTORSKICH I PODLEGA KARZE PRZEWIDZIANEJ W KODEKSIE KARNYM.